11 cze 2017

.013 } Łapię oddech


Siedzę na podłodze z laptopem na kolanach. Za oknem rozkwita wiosna. Już nie denerwuję się na myśl, że jutro poniedziałek. Nie będzie już 10 trudnych godzin użerania się z nie zawsze przyjemnymi klientami. Koniec. Uwolniłam się. 
Czuję spokój. Nowa praca jest wymagająca, to będzie mój trzeci tydzień. Wciąż popełniam błędy, ale wiem, że na początku to normalne, więc pozwalam sobie nie być perfekcyjna. Wiedza przyjdzie z czasem.
Często zostaję po godzinach, taki charakter stanowiska, ale nie przeszkadza mi to. Może inaczej – nie męczy mnie to w taki sposób, w jaki męczyła mnie infolinia. 
Jest inaczej. 
Lepiej. 


Ostatnio życie pognało gwałtownie naprzód, a ja razem z nim. Było raz dobrze, raz źle. W końcu wybiegłam na prostą i wreszcie zwalniam - nie dla mnie takie szalone biegi. 
Cenię chwile spokoju. Kiedy mogę usiąść i po prostu posiedzieć. Poczytać, pograć, porysować. Wypić kawę, patrząc na skąpaną słońcem zieleń za oknem. Pomyśleć. 
Dlaczego nie pisać? 

Chciałam, jednak słowa nie płynęły. Nie mogłam złączyć ich w jedną, sensowną całość. Zaczęłam się tym męczyć i irytować, bo nagle uderzyło we mnie poczucie, że to mój obowiązek. Te dwa wpisy na miesiąc, które uparcie staram się utrzymać. 
Ale wiecie co? Takie postanowienia się nie sprawdzają. Bo czasem trzeba po prostu odpocząć. Odejść na kilka chwil, głęboko zaczerpnąć powietrza i dopiero wtedy wrócić w pełni sił, będąc gotowym do dalszego działania. 

Odnajduję na nowo własny rytm, który w ostatnim czasie straciłam. 
Biorę wdech, jestem gotowa. 
Ruszam dalej.