31 sty 2017

.007 } Dlaczego jeszcze nie zmieniłeś pracy?!


Poniedziałek, trochę po 19. Wchodzę do domu. Pod pachą chipsy i pizza mrożona, choć mrożone gotowce hejtuję zawzięcie. Na kawę nie mam nawet siły, nie mówiąc już o przygotowaniu (obiado-)kolacji samodzielnie. Po 10 godzinach ciężkiego zapieprzu na infolinii przychodzącej (bo to ładniej brzmi, niż jakieś tam „call center” ) jedyne do czego jestem zdolna, to pochłonięcie chipsów, wrzucenie pizzy do piekarnika i zjedzenie jej 10 minut później. Przed 21 kładę się spać, z krótką przerwą na prysznic i leki, bo organizm nie daje rady już funkcjonować.

I jak echo w mojej głowie pojawia się pytanie, zadawane mi przez rodzinę i znajomych wiele, wiele razy: dlaczego jeszcze nie zmieniłaś tej pracy?

No, cholera. Nie wiem, serio. Czasem jest tak źle, że mam ochotę w jednej sekundzie rzucić to wszystko w diabły i wyjechać w Bieszczady. A jednak nadal tu pracuję i gdzieś w środku pozwalam sobie jeszcze przez jakiś czas tu być.

Pytanie jednak zostaje wciąż takie samo: dlaczego? Myśląc o tym (niezwykle intensywnie, od kilku tygodni) stworzyłam krótką listę 7 powodów, dla których wciąż ludzie tkwią w pracy, którą powinni(?) już dawno zmienić

Nie wszystkie dotyczą mnie, choć z wieloma poniekąd się utożsamiam. A jeśli ktoś, kto zastanawia się nad zmianą pracy i wciąż nie jest pewien, dlaczego jeszcze nie zdecydował się na ten krok po przeczytaniu tej listy uświadomi sobie, co go tam trzyma i czy to jest dobry moment, żeby powiedzieć koniec... to tym lepiej. :)


  1. Lubisz tę pracę
    Umówmy się: milionów się w tej pracy nie dorobisz. O setkach tysięcy na koncie też raczej możesz pomarzyć. Twoja druga połówka wypomina Ci to od dłuższego czasu, a rodzina jest święcie przekonana, że jesteś stworzony do celów wyższych i zasługujesz na coś więcej, niż taka podrzędna robota. A Ty przytakujesz, choć w głębi duszy wiesz, że pracy nie zmienisz, bo dla Ciebie jest po prostu fantastyczna. Lubisz to co robisz, realizujesz się w tym, to jest to! To właśnie Twoja prawdziwa pasja. I o ile zarobki pozwalają Ci prowadzić satysfakcjonujące Cię życie na „poziomie” i praca w żaden sposób Cię nie wyniszcza – dla mnie to jest okej! Niewielu ludzi ma tyle szczęścia, nie musisz z tego rezygnować. Warto iść za głosem serca. :)

  2. Tworzycie fajny zespół
    Odkąd przyszedłeś do pracy rozmawiasz zawsze tylko z nimi. Wyjścia na piwo, do kina, czy inne rozrywki to dla Was fantastyczna forma spędzania czasu razem. Przez tyle tygodni zżyliście się i stanowicie wspaniały zespół – pozostałe działy w firmie powinny się od Was uczyć takiego zgrania i porozumienia. Nic dziwnego, że nie chcesz zostawiać swojej grupy i zaczynać wszystkiego od nowa. A co, jeśli powiem Ci, że to, że nie będziecie już razem pracowali nie zniszczy Waszej przyjaźni? Dalej możecie się przecież spotykać w wolnych chwilach. Skąd wiesz, czy w nowej pracy nie spotkasz równie fantastycznych ludzi?

  3. Zarabiasz kupę kasy
    Możesz pozwolić sobie na wszystko. Jesteś częstym bywalcem na imprezach i wspólnych wyjściach. Nienagannie ubrany w markowe rzeczy – w końcu na to Cię stać. Inni mogą Ci tylko pozazdrościć. I to wszystko dzięki Twojej pracy. Masz doskonale płatną posadę, może nawet kilka awansów za sobą i perspektywa nowego początku na najniższym szczeblu za marne grosze do Ciebie nie przemawia. A jak wyglądają pozostałe aspekty tej pracy? Może zostajesz do późnych godzin nocnych, żeby wyrobić target? Może masz fatalny zespół, który wiesza na Tobie psy z zazdrości? A może to wcale nie jest to, czym chciałeś się zajmować i w głębi serca jesteś nieszczęśliwy? Coś za coś. Pieniądze to nie wszystko.

  4. Masz do pracy 5 minut spacerkiem
    Zaczynasz pracę o 8, jak większość Twoich znajomych. Jednak kiedy oni zrywają się bladym świtem, aby zdążyć... Ty wstajesz po 7, bierzesz szybki prysznic, jesz śniadanie i dopiero wychodzisz do pracy. Wspaniała opcja, jeśli ktoś nie lubi wstawać z samego rana. Z drugiej strony... Kończysz po godzinach? Też żaden problem! Przecież za 5 minut będziesz w domu. Otwórz oczy i rozejrzyj się – życie oferuje o wiele więcej niż to, co jest w zasięgu Twojej ręki. Może parę kroków dalej czeka szansa, której od dawna wypatrujesz?

  5. Masz szansę na awans/podwyżkę
    Tygodnie ciężkiej pracy zaowocowały. Szefostwo jest dla Ciebie podejrzanie miłe, a do Twoich uszu docierają plotki i ploteczki o potencjalnym awansie jednego z członków zespołu. Czyżby chodziło o Ciebie? Kto by nie chciał poczuć się doceniony (a przecież awans, czy podwyżka są również formami docenienia)? Czy jednak naprawdę chcesz wiązać się na dłużej z tą firmą? Wyższy szczebel rodzi pewne zobowiązania wobec firmy – nie zawsze mówi się o nich wprost, ale w domyśle one po prostu są. Jak poważnie myślałeś o odejściu z pracy i jaki jeszcze czas planujesz w niej zostać? Czy dla Ciebie będzie uczciwe przyjęcie awansu, czasem nawet przeszkolenie, a potem odejście po miesiącu bez słowa wyjaśnienia? „Bo od dawna chciałem odejść”? No właśnie.

  6. Przyzwyczaiłeś się lub boisz się zmiany
    Twoja praca jest przeciętna. Płacą przeciętnie. Ludzie są przeciętni. Dojazd masz... czekaj, niech zgadnę. Przeciętny? To co Cię tu jeszcze trzyma? Czyżby przyzwyczajenie? Strach przed nieznanym? Bo nie poradzisz sobie z nowymi obowiązkami? A czy przychodząc do obecnej pracy wiedziałeś wszystko i wszystko umiałeś? Szczerze mówiąc – wątpię. Nabyłeś jednak wiedzę i umiejętności potrzebne na obecnym stanowisku. Czemu nie miałoby Ci się udać w nowej pracy? Tyle możesz zyskać, jeśli tylko się odważysz! (A jeśli wypadniesz na tym gorzej, niż przeciętnie, to przecież... pracę można zawsze zmienić!)

  7. Jesteś zbyt leniwy, żeby coś znaleźć
    Wstyd przez duże W! Nie, serio. Jesteś niezadowolony, ale nie chce Ci się odpalić Worda i napisać porządnego CV. Zamiast tego chodzisz codziennie do pracy, zaharowujesz się jak wół, płacą niewiele, a Ty narzekasz jak strasznie Ci źle i niedobrze i mówisz wszystkim, że musisz zmienić pracę i dzisiaj NA PEWNO zaczniesz szukać. A potem wracasz do domu, oglądasz odcinek serialu, po czym idziesz spać i następnego dnia od nowa zaczynasz maraton jęków i wymówek. Weź się w garść! CV się samo nie napisze, nowa praca się sama nie znajdzie, a Ty nie zmienisz nic w swoim życiu, jeśli nie zrobisz żadnego kroku w stronę zmiany! 


Są jakieś inne powody, dla których można być przywiązanym do pracy, którą jednocześnie chce się zmienić? A czemu Ty jeszcze nie zmieniłeś swojej, choć od dawna planujesz?

8 sty 2017

.006 } Puść się wreszcie tej bandy!

Cześć!

Minął pierwszy tydzień nowego roku, a wraz z nim... no właśnie. Mam nadzieję, że nikomu nie minęła motywacja, żeby realizować noworoczne postanowienia, a umysły wciąż są pełne wiary we wspaniałe możliwości, jakie się otworzą przez najbliższe 12 miesięcy. :)

Co do postanowień, w zeszłym roku wypisałam sobie całą ich listę. W sumie 10 pozycji, z których udało mi się zrealizować jedynie 2, trudno powiedzieć dlaczego. Może zabrakło mi motywacji, a może – (przede wszystkim?) – nigdy tak naprawdę ich nie chciałam na tyle, żeby je zrealizować bądź wprowadzić w swoje życie.

Nie do końca wierzę w moc noworocznych postanowień. Jestem raczej zdania, że większość z nich powstaje pod wpływem chwili – bo to koniec i nowy początek, przełom, „nowy rok, nowa ja” i tak dalej. Większość postanowień noworocznych to ściema i niewiele ma wspólnego z tym, czego naprawdę pragniemy.

Dlatego w tym roku obrałam inną taktykę.
Zrobiłam krótką listę swoich postanowień – ale takich naprawdę, przemyślanych jeszcze w zeszłym roku, które są MOJE i których ja sama chcę. Nie takich, które myślę, że byłyby po prostu fajne, albo takich, które inni uważają, że ja powinnam, z tym koniec.

Próbuję je teraz sobie poukładać, rozpisać. Krok po kroku, cegiełka po cegiełce. Tak, żebym wiedziała, gdzie dokładnie postawić stopę, jeśli chcę iść w obranym kierunku – choćby tak orientacyjnie. Żeby po prostu nie błądzić po omacku i nie miotać się bez sensu w kółko.

Dlaczego uważam, że to dobry sposób?
(Nie, nie sprawdzałam go wcześniej. ;)) 

Część z tych postanowień jest naprawdę „duża”. W różnym znaczeniu, rzecz jasna, ale stanowią one pewne przełomy w moim życiu, a wielkie rzeczy zazwyczaj przerażają. Rozbijam je więc na mniejsze, bo do takich łatwiej się zabrać, są mniej straszne i bardziej realne – a przy tym wciąż przed oczami mam cel główny, nadrzędny, czyli swoje postanowienie. 
Wierzę, że to dobra metoda, ale dam znać za rok. ;)
Póki co jestem dobrej myśli.



A skoro już jesteśmy przy rzeczach, które nas przerażają.

Byłam ostatnio na lodowisku. Po 10h pracy podjęłam samotną, spontaniczną decyzję, że chce mi się na łyżwy. Tak po prostu, bo lubię, a otworzyli niewielkie lodowisko obok mnie – jak tu nie skorzystać? Wzięłam swoje figurówki i kolejną godzinę spędziłam ładując endorfiny na lodowisku.

Po 60 minutach jazdy w kółko po nierównym, wyjeżdżonym lodzie, z bolącą kostką (bo miałam za grube skarpetki i zbyt mocno zapięte łyżwy) doszłam do wniosku, że życie jest trochę jak lodowisko.
No, bo...

Wjeżdżasz na lód nie bardzo wiedząc co dalej. Z początku trzymasz się bandy, ucząc się jeździć – tak czujesz się pewniej, bezpieczniej. „Na wyciągnięcie ręki od bandy” staje się Twoją strefą komfortu. Jedziesz – bez szaleństw, powolutku do przodu, a jak powinie się noga chwytasz się barierki, łapiesz oddech i ruszasz dalej. Ciągle naprzód, ale jednak powoli.

Puszczenie się bandy wymaga odwagi. Bo nie masz się już czego złapać, w razie „gdyby”, a przecież nie czujesz się dość pewnie, dość dobrze. W końcu jednak wychodzisz z bezpiecznego obszaru, wjeżdżasz na środek, przyspieszasz i nagle czujesz, że ryzyko się opłaciło. Radzisz sobie świetnie. Szybkość i swoboda z jaką teraz możesz jechać sprawia, że czujesz się szczęśliwy i wreszcie wolny. Pokonałeś własne ograniczenia, przezwyciężyłeś strach i puściłeś się bandy. Nareszcie!

Czasem natrafisz na nierówny lód, czasem polecisz do przodu, bo zahaczysz ząbkami figurówki o taflę lodu (pozdrawiam!). Tracisz równowagę, może nawet upadniesz – jak w życiu. Czasem nawet ciężko stanąć z powrotem na śliskim lodzie, a nie zawsze jest obok ktoś, kto Ci pomoże. Ale przecież dajesz radę. Podnosisz się, otrzepujesz tyłek ze śniegu i jedziesz dalej. Przecież tak właśnie wygląda życie. :)



Może warto więc zaryzykować, puścić wreszcie tę bandę i w końcu wyjechać na środek lodowiska, żeby prawdziwie zacząć czerpać z życia ile się da?