18 gru 2016

.004 } Umiem, ale przecież się nie przyznam

Niestety jestem osobą, którą łatwo zniechęcić i – co gorsza – która sama łatwo się zniechęca. Gdy na mojej tablicy na pewnym znanym portalu społecznościowym pojawiła się informacja o darmowym szkoleniu z podstaw programowania zapisałam się od razu. Zapisy były dwuetapowe, więc po potwierdzeniu obecności i otrzymaniu imiennego biletu czułam się zobligowana do pójścia i nie było już miejsca na żadne „ale”.

Na szkolenie jechałam w dobrym humorze, pełna pozytywnych przeczuć, ale jak tylko przekroczyłam drzwi sali nogi mi trochę zmiękły, a moja i tak mierna pewność siebie do reszty wyparowała. Spotkanie kameralne, wszyscy z fajnym sprzętem, tu i tam macbooki, najnowsze oprogramowania i ja – ze swoim pudełkiem, z psującym się wiatrakiem i dziadem XP-kiem, dla którego wsparcie połowy programów dawno się skończyło.
Z czym do ludzi, M.?
Usiadłam i włączyłam moje cudo przedpotopowe, modląc się, żeby wiatrak nie zaczął hałasować, bo bym się pod ziemię ze wstydu zapadła. Dedykowanego programu nawet nie próbowałam ściągać, bo nie było wersji na mój system; program, w którym piszę kody nagle się zepsuł i nawet resetycudawianki nie pomagały, więc stwierdziłam, że już gorzej nie będzie i otworzyłam sobie Notatnik. (Potem przypomniałam sobie, że mam przecież pendrive ze swoim programem w wersji portable, więc jednak nie byłam spisana na straty.)

Szkolenie trwało 4 godziny. Początek był dla mnie mało komfortowy, czułam się jak piąte koło u wozu, ale w miarę upływu czasu zaczęłam się rozluźniać. Nie tylko ja miałam problemy ze sprzętem. Jedna z osób przyznała się podczas przerwy, że sama nadal korzysta z XP, ale przyniosła pożyczony laptop, bo nie mogła zainstalować jakiegoś programu. Spora część sali w ogóle nie miała styczności z programowaniem, albo miała ale niewielką. W pierwszej części szkolenia zrobiliśmy stronę WWW – wyglądała efektownie i profesjonalnie, ale w gruncie rzeczy była śmiesznie prosta do napisania.

I nagle dotarło do mnie, że POTRAFIĘ.
Że UMIEM.
Że WIEM.
Że posiadam pewne atrybuty, których nie mają inni, albo posiadają, ale w mniejszym stopniu.



Jak to jest, że nie potrafimy docenić własnych umiejętności? Czemu, gdy ktoś pochwali nas lub naszą pracę umiemy jedynie machnąć ręką i powiedzieć „eeetam, każdy to potrafi” – chociaż gdzieś w głębi zdajemy sobie sprawę (lub nie?), że nie każdy. Dlaczego nie uczy się nas świadomości naszych własnych zalet, tego, co umiemy i sposobu w jaki możemy wykorzystać te rzeczy w naszym życiu? Dlaczego, skoro UMIEM, to wciąż czuję się niepewnie z samym faktem, że umiem? Gdzie moja pewność siebie? Poczucie bycia wartościowym człowiekiem?

Tak jest ze wszystkim – w moim przypadku z programowaniem, robieniem zdjęć, pisaniem bloga, czy nawet rozmawianiem po angielsku, chociaż nie mam przecież z tym problemów w praktyce. Mogłabym wymieniać długo.

Ale może to właśnie jest pora, żeby uwierzyć w siebie i swoje umiejętności?
Podobno zobowiązanie się do czegoś na piśmie jest pewnym rodzajem motywacji. Ja zobowiązuję się teraz publicznie na blogu.
Nie od jutra, nie po świętach, nie od nowego roku, ale dziś – zaczynam wierzyć w siebie, swoją wiedzę i umiejętności i uczę się je wykorzystywać, aby osiągnąć to, co chcę.
I wiem, że JESTEM wartościową osobą – bo przecież każdy z nas jest.