12 lis 2016

.002 } Muffinki bananowo-czekoladowe

I tyle mi właśnie wychodzi z postanowień. Miałam pisać z umiarkowaną regularnością, a po miesiącu – o proszę! – z trudem klepię palcami w zakurzoną klawiaturę. 
Ostatnie tygodnie były szalone. Pełne wspaniałych chwil, ale także bolesnych kopniaków, w – niestety – wciąż miękki tyłek. Nie mogłam wyrzucić z siebie wszystkiego, co się działo, bo plątało mi się wszystko – język oraz palce, w zależności od tego, którego z nich starałam się użyć, więc postanowiłam poszukać innego sposobu na przetrwanie. 

Spokój odnalazłam w kuchni – jak na prawdziwą kobietę przystało. Chociaż zawsze uważałam, że do gotowania to ja tak... no, nie bardzo, to od kilku miesięcy przekonuję się, że nie jest wcale tak źle. Wystarczyło tylko...

...zacząć gotować.
(No kto by pomyślał!)

W Warszawie już zima, choć dopiero listopad, więc pogoda nie zachęca. Poziom endorfin we krwi znacząco spada, trzeba ratować pacjentkę, bo inaczej załamie się całkowicie. Zleciłam samej sobie terapię muffinkową. Przepisów w internecie mnóstwo – a wiadomo, że każdy inny i każdy najlepszy. Spisałam więc tylko kilka produktów z różnych stron i przystąpiłam do działania po swojemu (po trzech dniach, ale jednak).
Polecam piec muffinki z kimś, bo to zawsze milej, jak ma się towarzystwo. Niemniej jednak wersja pieczenia ich samotnie w małej, ciasnej kuchni w wynajmowanym mieszkaniu również się sprawdza.


Składniki suche:
  • 225g mąki 
  • 100g cukru
  • 3 łyżki ciemnego kakao
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • gorzka czekolada (ilość zależy od preferencji – ja dałam pół tabliczki :) )

Składniki mokre:
  • 3 dojrzałe banany (ja dodałam tylko 2, bo akurat tyle miałam – niestety prawie ich nie czuć, 3 będą w sam raz)
  • 125 ml oleju roślinnego
  • 2 jajka

Inne:
  • papilotki (u mnie małe foremki silikonowe – składników wystarczyło na 18 małych babeczek)
  • cukier puder do dekoracji


Przygotowanie jest banalnie proste.
  1. Włączamy piekarnik na 200 stopni, żeby zdążył się nagrzać i przystępujemy do przygotowania masy na babeczki.
  2. Składniki suche wsypujemy do miski. Dorzucamy też pokruszone kawałki czekolady – ja skrobałam tabliczkę czekolady małym nożykiem. Kawałki są różnej wielkości i o to właśnie chodzi. :) Całość mieszamy.
  3. Do drugiej miski wrzucamy banany, rozgniatamy je np. widelcem, nie musi być dokładnie. Dolewamy olej i dorzucamy jajka, mieszamy.
  4. Składniki suche wrzucamy do mokrych. Mieszamy całość, aż powstanie jednolita masa.
  5. Nakładamy masę do foremek. Staramy się, żeby wszędzie była jej równa ilość, do ok. połowy wysokości foremki. Układamy całość na blasze do pieczenia. (Można podłożyć jeszcze papier do pieczenia.)
  6. Blachę z foremkami wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 15-20 minut. Ja wstawiam najpierw na 15, po tym czasie sprawdzam czy są już upieczone – wbijam w nie np. patyczek do szaszłyków i jeżeli zostaje na nim wilgotne ciasto, to znaczy, że babeczki jeszcze się nie dopiekły. Tak było w tym wypadku, więc zostawiłam je jeszcze na 1,5 minuty w środku i dopiekły się idealnie. :)
  7. Gdy babeczki są gotowe, wyłączam piekarnik i otwieram go, zostawiając je w środku na jakiś czas. Dopiero potem wyjmuję je z piekarnika i odstawiam do ostudzenia.
  8. Cukrem pudrem posypuję je dopiero przed samym podaniem.

Gotowe! 

Prawda, że proste? A jak wspaniale poprawiają humor.
Są miękkie i delikatnie wilgotne, idealne do popołudniowej kawy i ciekawej książki.
Gorąco polecam!